Chiny 2006 Tajlandia 2007 Indie 2008 Nepal 2008 Tunezja 2009 Kambodża 2010 Wietnam 2010 Bruksela 2010 Singapur 2011 Malezja 2011 Polska
  Dziennik STREFA OLI Moje maratony Moja galeria zdjęć Niezbędnik w podróży po Azji Książki podróżnicze/podróżników Gdzieś zasłyszane i zapisane
Indie 2008

Indie 2008

Każdemu, kto mnie o to pyta powtarzam, że Indie to raj i piekło na ziemi. To niesamowite, jakie skrajności spotykamy w tym kraju i jak dużo zależy od tego, jak zaplanujemy naszą podróż oraz jak się do niej przygotujemy.

Nasze oczekiwania, co do Indii były bardzo duże. Chciałyśmy zwiedzić wiele miejsc i nie wyobrażałyśmy sobie, że z czegoś miałybyśmy zrezygnować. Dlatego też tak się zawziełyśmy, że w ciągu niespełna 3 tygodni byłyśmy wszędzie tam, gdzie chciałyśmy być. Poniżej mapka z miejscami, które odwiedziłyśmy.


Pokaż Indie na większej mapie

Indie to naprawdę piękny kraj...

My zaczęłyśmy od Dehli, gdzie wynajęłyśmy kierowcę z autem z tutejszego biura podróży, by pojeździć po cudownym Rajastanie. 

Dehli
Dehli
 

Tu naszą podróż rozpoczęliśmy od Agry i od słynnego Taj Mahal oraz portu Agra. W Agrze miałyśmy także okazję podziwiać ślub Hinduski. Potem zmierzaliśmy do Jajpur.

Agra
Agra
 


Po drodze mijałyśmy cudowne kolorowe miasta i miasteczka. Kierowcy jeżdżą w Indiach koszmarnie, często czułyśmy się jakbyśmy cały czas jechały na tzw. czołówkę. W Indiach raczej nie obowiązują jakiekolwiek zasady ruchu drogowego i na wszystko i wszędzie się trąbi. Pomimo wszystko czułyśmy się pewnie z Faroogiem, który jeździł fantastycznie i dotrzymywał nam wszędzie towarzystwa.

Widziałyśmy cudowne domy rodzin hinduskich a także slumsy i namioty, w których mieszkają biedacy. Wiele osób żyje tu na skraju nędzy i ubóstwa, czego my mieszkając w Europie nie jesteśmy sobie nawet w stanie wyobrazić.

Przed wjazdem do Jajpuru odwiedziliśmy National Park. To była niezapomniana wycieczka rowerowa, podczas której świetnie się bawiłyśmy.

Wieczorem udałyśmy się do kina na „Sunday”. Niezła  przygoda, bo nic nie rozumiałyśmy. Brak było tłumaczenia na angielski. Właściwie poszłyśmy, bo chciałyśmy się przekonać, czy rzeczywiście kino w Indiach znaczy coś innego niż w Polsce. I znaczy. Ludzie podczas seansu klaszczą, śpiewają, krzyczą dopingując aktorów, śmieją się, płaczą, tańczą i robią rzeczy, o których nawet byśmy nie pomyśleli. Seans trwa około 3-4h i oczywiście jest także przerwa na posiłek.

 W okolicach Jajpuru odwiedziliśmy jeszcze Amber-Fort Pałac, Jajgarh Fort, Nahargarh – piękny pałac Maharadży (Legenda głosi, że Maharadża miał 9 żon, ale niestety nie miał dzieci. Żadna z żon nigdy nie zdradziła Maharadży, bo też żadna nie doczekała się dziecka), fabrykę tekstyliów, ogród różany, pałac wiatrów – Harra Mahal. Tu skorzystałyśmy z zaproszenie na wesele, więc nieco się bawiłyśmy. Obecność białych ludzi na weselu  hinduskim gwarantuje parze młodej szczęście i długowieczność.

Wczesnym rankiem pojechaliśmy do Udajpuru. Miasteczko jest piękne, słuchałyśmy  koncertu w języku Idisz, oglądałyśmy zachód słońca na nadbrzeżu, a wieczorem piłyśmy piwko. Tu nasz przewodnik zawiózł nas do miejsca, gdzie w życiu byśmy nie trafiły, bo jest znane tylko miejscowym. W Udajpurze zwiedziłyśmy na koniec City Palace. Z Udajpuru poleciałyśmy do Mombaju.

Z Mombaju zostawiam dużo zdjęć. Zapraszam do oglądanie. To miasto jest dla mnie zaprzeczeniem dotychczasowych Indii. Jest cudowne, klimatyczne, z historią. To miasto jest tak piękne, jak niebezpieczne. Tu niewątpliwie należy uważać.

Następnym punktem programu jest Kalkuta. Niestety bardzo brzydkie, brudne, zaniedbane i biedne miasto. To właśnie jest piekło na ziemi. Stąd chciałyśmy jak najszybciej uciec, ale przed tym udałyśmy się na historyczny film hinduski „ Jodha&Akbar”. Obecnie mam jego kilka wersji i pomimo tego, że jest długi, uwielbiam go.

Po Kalkucie poleciałyśmy na Andamany do Port Blair, a następnie na rajską wyspę Nail Island. Pomimo różnych opinii krążązych o Indiach możecie mi wierzyć, że było tam, jak w raju. To zdjęcie z Google Mapy w ogóle nie oddaje atmosfery tej wyspy. Należy dodać, że nie było tam wielu turystów o bazie noclegowej nie wspomnę. Spałyśmy na plaży.

 
Pokaż Neil Island, Andamany i Nikobary, Indie na większej mapie

Neil Island
Neil Island
 

Po trzech dniach sielanki i rajskiego wypoczynku udałyśmy się przez Kalkutę do Siliguri. Na lotnisku w Kalkucie spędziłyśmy blisko 24h. Po ostatnich doświadczeniach nie miałyśmy ochoty na zwiedzanie miasta. W Siliguri było bardzo niespokojnie, więc pojechałyśmy następnego dnia do Varanasi.

Varanasi - GALERIA ZDJĘĆ
Varanasi - GALERIA ZDJĘĆ
 

Na Varanasi namówiła mnie Agnieszka, bo ja po przejściach w Kalkucie już nie miałam ochoty na zwiedzanie kolejnego miasta kultu i religii. Pomimo wszystko Varanasi bardzo mi się podobało i byłam zachwycona tym miejscem. Dobrze, że Królowa namówiła mnie na ten punkt programu. Z Varanasi wracałyśmy do Dehli.

Tęskniłyśmy już za Polską. Żałowałyśmy tylko, że  z upału wracamy 5 marca do zimnej Polski. To nie była przyjemna pora, jeżeli chodzi o pogodę.

Wyprawa do Indii była bardzo barwna, intensywna, pełna przygód, niesamowitych potraw, interesujących ludzi, była i śmieszna, czasami straszna. W Indiach uwierzyłam w raj i piekło na ziemi i proszę mi wierzyć te gorsze momenty zachowałam dla Siebie. Pomimo moich jakże skrajnych doświadczeń do Indii chciałabym kiedyś powrócić.

podroze@kamilamorawska.pl

Jaipur
Jaipur
 
________________________________________________________________________________________
Każdy ma takie Indie na jakie zasłużył :)


Indie były wręcz magiczne...takiej intensywności kolorów, zapachów, smaków nie da się odczuć nigdzie indziej na świecie. Energia aż rozsadza głowę!
Myślę,że nauczyły nas ogromnej cierpliwości i zamykania oczu na wszelkie niedogodności- opłaca się, bo oddają wszystko z nawiązką.
Warto było :))

Królowa
2011-02-28 14:40
_______________________________________________________


 

 

Projekt MaWi 2009